Author Archive for Maciej Delmanowski

Szpiegowanie logów

Jeźeli mieliście kiedyś do czynienia z jakimkolwiek serwerem, to wiecie do czego służą logi. Jest kilka narzędzi przydatnych do ich obserwowania i alarmowania o niebezpiecznych sytuacjach (logcheck, logwatch), które działają samodzielnie i wysyłają co jakiś czas maile z ważnymi (lub nie) informacjami).

Często jednak trzeba samemu zapuścić się w czeluścia /var/log/ i poszukać interesującej nas informacji. Zwykle dzieje się tak, kiedy komuś zagubi się bardzo ważna przesyłka pocztowa, lub nie może połączyć się z siecią lokalną. W takim przypadku pozostaje żmudne grepowanie poszczególnych plików w poszukiwaniu interesującego nas zdarzenia. Do tego w paradę wchodzi często logrotate, nie tylko kompresując logi, ale sprawiając, że grep przeszukuje je w odwrotnej kolejności niż chronologiczna, co czasem nie jest zbyt miłe.

Kiedy już znudziła mi się zabawa w ręczne grepowanie, postanowiłem ułatwić to sobie kilkoma skryptami. Tak powstał logspy - zestaw skryptów shella do interaktywnego przeglądania i przeszukiwania logów. Jest on łatwy do instalacji i pozwala na szybkie modyfikacje i przystosowanie do aktualnych potrzeb. Kilka przykładów użycia:

  • Pokazanie zawartości wybranego pliku z logami:
    logspy /var/log/syslog
  • Wyświetlenie wybranych logów w $PAGER:
    logpager mail syslog messages
  • Wyszukanie frazy w wybranych logach:
    loggrep "ala ma kota" syslog auth dhcp
  • Wyszukanie adresu e-mail w ostatnim logu SMTP:
    loggrep user@domena mail
  • To samo kilka logów wstecz (mail jest przeszukiwany standardowo, logi są przeszukiwane w kolejności chronologicznej):
    logg user@domena 5
  • To samo z 3-linijkowym kontekstem z góry oraz dołu wyszukanej frazy:
    logg user@domena 5 3 mail
  • Grepowanie kilku logów naraz w czasie rzeczywistym:
    logfeed mail syslog dhcp | grep user

Nazwy komend można pisać skrótowo: logspy = logs, logfeed = logf, itd. Również nazwy logów mogą być pisane skrótowo, ich lista znajduje się w katalogu ‘lib/logspy/resolvers/‘. Dokładna składnia pojawia się po uruchomieniu logspy bez argumentów.

Skrypt jest napisany w zsh i wykorzystuje do pracy sudo, więc przy odpowiedniej konfiguracji uprawnień można korzystać z niego bez potrzeby logowania na konto root. Jeśli macie w systemie zainstalowany ccze, logi będą automatycznie kolorowane.

Przy pomocy jednego symlinka można łatwo wybrać, które logi są uważane za “standardowe” (przydane, jeżeli macie różne usługi na różnych maszynach), będą one używane w przypadku nie podania konkretnych nazw logów. W zestawie załączam obsługę większości popularnych logów (systemy pocztowe, DHCP, DNS, FTP, logowanie do systemu, uwierzytelnianie su oraz sudo), oczywiście łatwo można dodać własne. Zapraszam do testowania. :-)

logspy-0.1.tar.gz

Why so serious?

Batman

Zmienił się w porównaniu do poprzedniego filmu. Poprzednim razem krył się w cieniu i działał z ukrycia - teraz wychodzi na światło dzienne, w oślepiającym blasku reflektorów i pokazuje światu swoją prawdziwą twarz. Widzimy go w sytuacjach i miejscach, gdzie Batman z poprzedniej części serii w ogóle by się nie pojawił. Świetna rola Christiana Bale’a, znowu pokazał klasę.

Harvey Dent

Wielka nadzieja Gotham City - człowiek, który jest w stanie przywrócić miastu prawo i porządek i udowadnia to. Jednak przez jedno nieuważne pchnięcie staje się lustrzanym odbiciem samego siebie; od tej chwili rządzi nim i ludzmi wokół niego tylko przypadek.

Joker

Człowiek - chaos. Pojawia się w Gotham City znikąd, nikt nie wie kim jest naprawdę i jakie ma plany. Sam nie robi praktycznie nic, lecz jego obecność potrafi odwrócić bieg wydarzeń o 180 stopni. Jest osią filmu i jego głównym motorem napędowym. Życiowa rola Heatha Ledgera, powinien dostać za nią Oscara. Kradnie Bale’owi cały film dosłownie sprzed nosa i warto iść na seans do kina choćby z jego powodu.

“The Dark Knight” - film roku 2008.

Debian inside

Z ciekawości wszedłem na blog Tao amaga mojego najnowszego obserwatora na Blipie i zobaczyłem jego post o koszulkach z logo Debiana. Pomijając już cały aspekt koszulek (które trzeba będzie kupić i tyle w tym temacie), po obejrzeniu zdjęć nie mogłem się powstrzymać i na szybko machnąłem takie logo:

Skoro Intel może mieć swoje “Intel Inside”, to czemu nie Debian? :-)

Nadchodzi Prokrastynator 3

“It has been said that in the end of all things, we would find a new beginning. But as the shadow once again crawls across our world and the stench of terror drifts on a bitter wind, the people pray for strength and guidance. They should pray for the mercy of a swift death. For I have seen what the darkness hides.”

Wszyscy w duchu wiedzieli, że kiedyś ta chwila nastąpi, teraz wiemy już to oficjalnie. Blizzard pracuje nad kolejną odsłoną jednej ze swoich kultowych serii, Diablo.

Na wielu stronach w Sieci można zobaczyć trailer oraz filmy z gry pokazane przez Blizzarda. Na moje oko gra jest na bardzo zaawansowanym etapie, przynajmniej od strony graficznej. Zespól pracuje pewnie w tej chwili nad zbalansowaniem rozgrywki poszczególnych postaci, dopieszczaniem leveli, itp. drobnostki. Gry można oczekiwać za rok, półtora, najprawdopodobniej na święta. Gracze, radujmy się!

A dlaczego nazwałem kolejną odsłonę kultowej serii Prokrastynatorem? Przez półtora roku gry w Diablo II w Battle.necie, chodząc po kafejkach z własną oryginalną kopią (brak było wtedy sieci w domu), w domu trenując różne taktyki, poznając poszczególne lokacje i potwory, czytając przez modem Forum Battlenet.pl prawie zawaliłem szkołę, nie mówiąc już na zmarnowaniu kupy kasy na kafejki i opłaty za telefon (które musiałem oczywiście odpracować). Gra dała mi dużo uciechy i przyjemności ze znalezienia fajnych itemków, trochę znajomości na serwerach battle.net, w zamian za to zabierając kawałek życia i duszy. Dzięki tej grze powstał mój obecny sieciowy nick, wtedy zupełnie nie istniejący w Internecie - “Harnir” było imieniem mojej pierwszej postaci barbarzyńcy i zostało ze mną na lata, chyba już na zawsze.

Ale nic nie może trwać wiecznie… Odwyk był długi i męczący, pod koniec już nie mogłem patrzeć na te same lokacje (zwłaszcza na Akt III w dżungli, który był po prostu męczący) i nawet kiedy w końcu stałem się posiadaczem SDI, przestałem w nią grać i znalazłem sobie inne hobby - Linuksa. Płytki z grą zalegały przez kilka lat na półce, w końcu zawieruszyły się gdzieś u znajomych i zostały po przeprowadzce w Wielkopolsce.

A teraz, po 8 latach czekania, koszmar powraca. Koszmar zawalonych nocy, nie dotrzymanych terminów, nieukończonych projektów… Żyjemy teraz w świecie prokrastynacji, w którym wszystko jest odkładane na potem. Większość ludzi, którzy grali w pierwszą oraz drugą część skończyła szkołę i studia, znalazła pracę, założyła rodziny. Mamy zupełnie inną rzeczywistość dzięki 9/11 (gdzie spędziliście te godziny podczas zamachu? Ja w jednej z poznańskich kafejek internetowych, grając w Diablo II), mamy inne obowiązki i priorytety. W taki oto świat wchodzi z butami Pan Terroru i kolejny raz wyrwie z ludzkich dusz i ciał, co jego.

Zresztą, Blizzard sam rozumie ten problem, co odzwierciedla się w słowach wypowiadanych przez urocze dziewczę (tak, tak!) w trailerze. “Gdy cień ponownie pełza przez nasz świat a odór terroru unosi się na gorzkim wietrze, ludzie modlą się o siłę i dobrą radę. Powinni raczej modlić się o łaskę szybkiej śmierci. Jako że widziałam, co skrywa ciemność.”. Taak, geniusze z Blizzarda doskonale wiedzą, jakie zło i zniszczenie sprowadzają na naszą planetę.

Trzeba będzie zacząć zbierać gotówkę na maszynę, która to wszystko uciągnie. Mam nadzieję że będzie dostępna wersja Linuksowa, w końcu teraz jest nas więcej - jest dobra okazja aby zacząć wysyłać listy do Blizzarda. Nie jestem pewien czy działa support@blizzard.com, na stronie firmowej widzę tylko formularz kontaktowy, ale dobre i to. Pamiętajcie, aby pisać po angielsku. Nie sądzę, żeby petycje i podobne akcje on-line coś pomogły, chociaż może… W końcu jeśli dana petycja nie będzie autoryzowana przez Blizzarda, mogą na nią równie dobrze machnąć ręką i zignorować. Ale jeśli dostaną tysiące maili od konkretnych użytkowników Linuksa proszących o oficjalnego klienta na tą platformę, nie będą mieli wymówki w rodzaju “braku zainteresowania ze strony rynku”. Oczywiście wersja Linuksowa nie będzie darmowa, ale ja chętnie za nią zapłacę, byleby była dostępna.

A na razie pozostaje nam czekanie i śliniene się na trailery i kolejne okruszki Blizzarda prowadzące nas do celu…

I don’t think it’s safe here…

Edit: Żeby Was jeszzcze trochę podgrzać - jeden z najsłynniejszych tematów przewodnich w historii gier komputerowych, Wioska Tristram.

Jak hakuję bramki antykradzieżowe

Posiadam plecak, a w nim różne rzeczy, które mogą być mi przydatne na codzień i wszędzie go ze sobą noszę. Zabieram go również do okolicznych sklepów, kiedy akurat szukam jakiegoś produktu lub idę pooglądać różne ciekawe rzeczy. W większości sklepów w których bywam są bramki antykradzieżowe (takie dwa panele/stojaki między którymi się przechodzi). Część z tych bramek tak się ze mną zżyła, że aż piszczą na mój widok.

Zaczęło się to pewnie z pół roku temu, może wcześniej. Zwykle przy wejściu do takiego sklepu bramka piszczy i pojawia się strażnik chcący mnie przeszukać (rzadziej strażniczka, a szkoda). Oczywiście nie pozwalam na żadne macanki, czasem tylko otwieram plecak i pokazuję że nie zdążyłem jeszcze nic w sklepie ukraść (bo dopiero wszedłem). Przy wyjściu jest trudniej, bo tu już nalegają na pokazywanie plecaka. Jeszcze żaden strażnik (lub strażniczka) nie skusił się na sprawdzenie mnie ręcznym wykrywaczem metali, co mogłoby dać interesujące efekty. Nie powiem, czasem mnie to irytuje, zwłaszcza kiedy mam zamiar coś w sklepie kupić a tu mnie ktoś zatrzymuje i chce przeszukać. Najczęściej jednak uważam całą sytuację za zabawną, kiedy sklep z automatu uznaje mnie za przestępcę.

Niedawno zacząłem zwracać większą uwagę na reakcję strażników na to, co im powiem. Kilka razy udało mi się zbyć strażnika mówiąc mu że mam śrubkę w kolanie - w końcu może być wykryta przez bramkę, bo metalowa, nie? Machnął ręką i kazał iść dalej. Najczęściej mówię że nie mam pojęcia co może powodować wzbudzanie alarmu w bramce a strażnik po szybkim spojrzeniu do środka plecaka pozwala na przejście (boczne kieszonki oczywiście dalej ukrywają swoją zawartość). Zwracam też uwagę na to, które bramki reagują na mój plecak - aktualnie są to sklepy z elektroniką/AGD, empiki i centra handlowe z żywnością. Sklepy obuwnicze, z odzieżą, apteki i banki zgodnie mój plecak ignorują.

Dzisiaj będąc w jednym z “feralnych” sklepów zauważyłem jednak ciekawą właściwość samych bramek - kiedy miałem plecak na ramionach, przy wejściu bramka jak zwykle zapiszczała. Jednak wychodząc przypadkowo niosłem go w ręce trzymając na wysokości nóg i bramka nie zareagowała! Z ciekawości natychmiast cofnąłem się i przeszedłem raz i drugi - faktycznie, kiedy miałem plecak na wysokości moich pleców, bramka za każdym razem piszczała, na wysokości nóg jednak nie chciała go zauważyć. Poszedłem do innego sklepu i zrobiłem to samo, z takim samym rezultatem - 100% trafień. Zwróciło to jak zwykle uwagę strażnika, kazał pokazać sobie torbę co z chęcią uczyniłem, nawet przeszedłem bez torby przez bramkę (nic) i pomachałem przez nią kilkoma przedmiotami (też nic).

Na tym na razie zakończyłem eksperymenty i poszedłem do apteki - tam wpadła mi do głowy myśl. Mam w plecaku kartę magnetyczną, może to ona powoduje te alarmy? Nigdy jej nie sprawdziłem “na czysto”… Szybko wróciłem do poprzedniego sklepu, wyciągnąłem kartę i pomachałem nią przez bramkę. Nic.

Zawiedziony ruszyłem do wyjścia na miasto. Po drodze jednak zastąpił mi drogę inny strażnik, który musiał widzieć (oraz słyszeć) moje poprzednie akcje i kazał swojemu koledze przy bramce dokładnie mnie sprawdzić, tak na wszelki wypadek. Musiałem się wrócić, ale przynajmniej wreszcie nadarzyła się okazja dokładnie sprawdzić, co powoduje te alarmy (ja naprawdę nie mam pojęcia co to może być…). Swoją drogą to ironia losu - trzeba wzbudzić alarm w bramce kilka razy specjalnie przez nią przechodząc, żeby ktoś się tobą zainteresował - zwykły złodziej przeszedłby raz, pokazał “pusty” plecak i tyle go widzieli…

Przeszedłem przez bramkę z plecakiem na ramionach (zapiszczało) i zacząłem wykładać na ladę jego zawartość, m.in. latarkę, aparat fotograficzny, portfel, klucze, gumowe rękawice, odbiornik GPS, parasol, śrubokręt, długopis, ołówek i ostrzałkę, jakieś papiery, odtwarzacz MP3… Wreszcie opróżniłem dokładnie cały plecak (trochę to trwało, mam chyba z 5 kilo sprzętu a jeszcze miałem trochę zakupów, więc… Strażnik się trochę zniecierpliwił - cóż, sam chciał :P) i przeszedłem z nim na drugą stronę. Nic. W tym miejscu się ucieszyłem, bo myślałem wcześniej że to w samym plecaku jest jakiś namagnesowany kawałek drutu, ale nie - przynajmniej nie trzeba go będzie rozpruwać. Zostawiłem plecak po drugiej stronie bramki i wróciłem się po swoje rzeczy (nadal nic).

Zacząłem przenosić przedmioty pojedyńczo przez bramkę. Zero, null, kompletna cisza za każdym razem. Dałem nawet kilka z nich strażnikowi do pomachania, bo nie chciał wierzyć temu, co rozgrywało się przed jego oczami. Wokoło przechodzili normalni kupujący (nawet nie wiecie ile osób chce wejść do sklepu jednokierunkowym wyjściem ze znakiem blokady ruchu…) i trochę blokowałem im wyjście. Aż wreszcie z kupy różnych rzeczy została tylko kupka jakichś dokumentów. Widząc to strażnik machnął na mnie ręką i kazał spadać (w końcu co, papier się namagnesował?). Ale ja chciałem wreszcie wiedzieć co powodowało te ciągle alarmy. Wziąłem ten plik papierów i wsadziłem w bramkę…

Piiiii!

Wśród tych papierów znalazłem mały kod kreskowy, który jakoś się tam zawieruszył - strażnik zasugerował że może to jest przyczyna piszczenia. Wsadziłem go w bramkę - nic (a może ja źle te rzeczy w nią wkładam?). Strażnik już wyraźnie wkurzony kazał mi stamtąd spadać i przestał się mną wogóle interesować. Szybko zacząłem brać dokumenty pojedyńczo i za każdym razem zero reakcji bramki. Włożyłem wszystkie razem - zapiszczało. Dziwne. Schowałem wszystko do torby i poszedłem, bo już się robiło późno.

Nadal jednak cała sprawa mnie intryguje - co może powodować piszczenie bramek przy obecności mojego plecaka? Skoro różne elementy układanki nie aktywują czujników, może chodzi tu o jakąś ich kombinację? Zastanawia mnie też fakt aktywacji bramki tylko w górnej jej części, jestem ciekaw czy działa to tak tylko z moim plecakiem, czy też mógłbym przemycić jakiś zabezpieczony produkt niosąc go bardzo nisko…? Jeśli tak, to oznacza to dużą i niezabezpieczoną dziurę (w co nie chce mi się wierzyć - bramki w teorii wykrywają zabezpieczone przedmioty na całej wysokości). Trzeba będzie w najbliższym czasie przeprowadzić kilka eksperymentów, oczywiście za wiedzą i zgodą strażnika (lub strażniczki).

Dostaniemy nowe .TLD

ICANN dzisiaj zatwierdziła możliwość prawie dowolnej rejestracji domen głównych, czyli .TLD. Możliwość rejestracji nowych domen zostanie udostępniona w drugim kwartale 2009 roku. Co to oznacza dla nas, szarych użytkowników Sieci?

  • domeny narodowe - wreszcie zamiast ‘.pl’ będzie można zarejestrować ‘.poland’, ‘.polska’, ‘.bolanda’ ‘.pōrando’ czy też nawet ‘.波兰’, jak kto woli. Jak najbardziej będą możliwe domeny w językach narodowych, jak zaprezentowany tu chiński-mandaryński (tak sądzę ;)
  • będzie można rejestrować domeny związane z konkretnym miejscem, serwisem, ideą - cokolwiek komuś wpadnie do głowy. Już są plany na domeny miast (’.paris’, ‘.nyc’, ‘.london’), domeny firm oraz serwisów internetowych (’.pepsi’, ‘.ebay’), będzie można rejestrować też zwykłe słowa, jak ‘.fart‘. Spełni się też mokry sen wszystkich facetów, czyli ‘.xxx’
  • cybersquatting stanie się nieopłacalny - po co siedzieć na jakiejś subdomenie w domenie ‘.com’ i czekać na nabywcę, kiedy wszyscy nas po prostu wykiwają i zrobią własną domenę .TLD?
  • mnóstwo programistów od początku 2009 roku będzie siedzieć nad kodem swoich aplikacji i poprawiać obsługę domen internetowych. To będzie bolało
  • administratorzy serwerów pocztowych, usenetu, blogów, list mailingowych i wszelkich innych mechanizmów w których są stosowane domeny internetowe dostaną nerwicy. Będą nas zalewać kolejne fale spamu z niekończącej się listy domen globalnych typu ‘.aaaaa*’. Prawdopodobnie przewróci to świat antyspamowy (i antyphishingowy, itp., itd.) do góry nogami - zamiast wyszukiwać domen do zablokowania, będziemy blokować wszystko jak leci i odblokowywać tylko “zaufane” domeny (oczywiście nadal pozostaną możliwości podszywania się pod nie, ale będą uznane za zło konieczne i eliminowane innymi metodami niż blokada domen) - tak będzie taniej i prościej
  • w 2011 okaże się, że nie rozwiązało to problemu kończącej się puli adresów IPv4 i (jeśli nie stanie się cud i świat nie zacznie masowo przechodzić na IPv6) wszystkie nowe domeny muszą się pomieścić na bardzo organiczonej puli adresowej, co oznacza masowy cohosting serwisów i stron internetowych. Bonanza (lub koszmar, zależy kto liczy kasę) dla firm hostingowych i centrów danych
  • dużo łatwiejsze będzie tworzenie “fajnych” adresów w rodzaju del.icio.us. Ludzie znający dobrze gramatykę różnych języków będą mieli co robić, dlatego już teraz warto zwracać na to uwagę na polskim
  • za 5-10 lat nie będziemy mogli wyobrazić sobie Internetu bez ogólnodostępnych domen globalnych

To tak na początek. Domeny globalne będą dosyć drogie i ich rejestracja będzie poprzedzona zapewne długą drogą przez biur^Wmękę, dlatego nie musicie się spodziewać masowego wysypu nowych adresów, przynajmniej na początku. Instytucje i korporacje dysponujące dość dużymi pieniędzmi będą miały łatwiej. Już teraz proponuję zasugerować polskim władzom wykup kilku popularnych rodzajów odmian nazwy naszego kraju, bo może ich uprzedzić jakaś korporacja i wsadzić na poddomeny nieciekawe dla nas treści.

Zatem - miłego wymyślania domen. :-) Tomasz Topa już się rzucił do rejestracji ‘.sex’. A Ty? Jaka będzie Twoja domena?

expert

Pewnie spotkaliście się już z zintegrowanymi urządzeniami dla ZU. Są to zwykle komputery PC przerobione na małe dzieła sztuki - zminiaturyzowana obudowa, miejsce na kilka dysków twardych, dwa lub trzy porty Ethernetowe, brak napędu CD. Pod maską jest zwykle Linux, *BSD lub jakiś inny system uniksopodobny (no bo jaki, przecież nie Windows, wtedy cena tego cuda byłaby dużo większa. Taki system ma kilka narzędzi sieciowych oraz serwery różnych usług, połączone zgrabnym interfejsem wyświetlanym przez wbudowany serwer HTTP. Na zewnątrz może to być serwer plików, router “sprzętowy” czy też inne cudo.

Takie maszynki są projektowane jako łatwe w obsłudze przez mitycznych ZU. Mają proste strony konfiguracji, w których nie można nic pogrzebać, co ma gwarantować niezawodność i sprawność urządzenia aż do śmierci cieplnej tego wszechświata. O ile nie trafi się jakiś błąd.

Kiedy coś przestanie działać (lub nie będzie działało od początku), ZU zrobi to, co umie robić najlepiej - zadzwoni do Lokalnego Informatyka. Taka osoba jest zwykle obeznana ze sprzętem i oprogramowaniem na tyle, że potrafi automatycznie wykluczyć większość prostych błędów typu wpisanie złego adresu IP lub brak bramy sieciowej. Ale w pewnym momencie najzwyczajniej trafi na ścianę - strona WWW urządzenia powie, że “interfejs sieciowy jest włączony”, “łącze gotowe do użycia”, lecz “błąd w konfiguracji” sprawia, że maszynka nie widzi niczego w naszej sieci, ani nie jest przez żaden komputer osiągalna.

Co wtedy robi taki informatyk? Zwykle szuka jakiegoś interfejsu dla ekspertów - otwartego portu SSH (lub chociaż telnet), bardzo zaawansowanej strony konfiguracji w gąszczu przycisków i przełączników w panelu konfiguracyjnym. I oczywiście niczego takiego nie znajduje, ponieważ urządzenie zostało zaprojektowane dla ZU. Co prawda w panelu jest strona która pozwala na “sprawdzenie” podanego adresu IP czy też strony WWW, lecz ma ustaloną listę portów - można przetestować DNS, HTTP, FTP. Ale nie DHCP - bo po co, przecież ta cudowna maszynka sama jest serwerem DHCP i to ona się zajmie siecią. A to, że ktoś chce ją zamontować wewnątz innej sieci z DHCP i chce jej przyznawać adres IP zdalnie, to pikuś.

A przecież z faktu istnienia uniksopodobnego systemu na pokładzie wynika tak prosta rzecz, jak dostęp do konsoli. Gdyby można było się zalogować, tak jak chociażby w Livebox TP, życie byłoby dużo prostsze. Możnaby sprawdzić stan interfejsów sieciowych przy pomocy ethtool, popingować sobie kilka adresów w sieci, zatelnetować się na różne porty na nadrzędnym routerze i sprawdzić dostępność usług… Cóż, marzenia. Nie chciałbym znaleźć się znów takiej sytuacji, dlatego wystosuję mały apel.

Do firm i projektantów tworzących takie maszynki

Panowie (i Panie), pomyślcie czasem o podobnych sobie fachowcach, którzy muszą zrywać się po nocach “bo internet nie działa”. Dodajcie w swoich panelach administracyjnych magiczny przycisk “Tryb zaawansowany”. Nie musi się za nim kryć żaden skomplikowany mechanizm, wystarczy uaktywnić port 22 na wewnętrznym interfejsie sieci LAN, aby sysadmini mogli się zalogować do konsoli i sprawdzić, co nie działa. Bardzo Was też proszę o oznaczanie w jakiś sposób takiej możliwości na opakowaniach swoich produktów, np.: “zawiera zaawansowane możliwości konfiguracyjne”, czy też “dostęp do linii poleceń”. To nam wszystkim bardzo pomoże.

Do użytkowników takich maszynek

Moi drodzy, kiedy będziecie kupować jakieś zaawansowane serwery plików czy też inne firewalle, wspomnijcie na swoich Lokalnych Informatyków i zwróćcie uwagę na możliwości zaawansowanego dostępu do danego urządzenia. To oszczędzi Wam nerwów, a waszym sysadminom nerwicowych wrzodów żołądka.

Do sysadminów tych… tworów

Łączę się z Wami w bólu.

Na koniec mała dygresja. Instalator Debiana standardowo po wciśnięciu Enter wybiera tryb “prosty” - pyta się użytkownika o jego język narodowy, jakiś czas potem proponuje ustawić układ partycji na dysku, pyta się o nazwę komputera i hasło administratora. Ale jeśli przed rozpoczęciem instalacji wpiszemy w ekranie bootowania expert, instalator wejdzie w tryb zaawansowany - będzie pytać się o każdą pierdółkę i każdy jeden krok instalacji, pozwalając w dowolnej chwili wejść w tryb konsoli i sprawdzić używając BusyBox, co w naszym komputerze niedomaga. Jak widać - da się.

Kilka nowych hobby

Zaczęło się od tego, że przeprowadziłem się do Trójmiasta. Prawie nikogo tu nie znałem i na początku po pracy siedziałem w domu i rozkręcałem się na Blipie. Szybko znalazłem parę osób z okolicy i kiedy przyszła wiosna zacząłem wychodzić z nimi na miasto, głównie na bilard. Z takich wypadów narodził się PoolCamp, który, obecnie już po piątej edycji, rozrósł się do dość dużych rozmiarów. :-)

W międzyczasie zdarzyło mi się zgubić w nowym mieście. Któryś już raz miałem dość bezsensownego (dla mnie) łażenia po nieznanych sobie okolicach, więc skierowałem się do sklepu i kupiłem sobie moduł GPS do komórki. To chyba jeden z najlepszych moich zakupów tego roku - od razu życie stało się przyjemniejsze: nie muszę już nikogo pytać o drogę i kiedy idę w nieznanej okolicy do jakiegoś miejsca, droga nie dłuży się w nieskończoność. Epic win. :-)

Opencaching PL - Statystyka dla harnirA skoro mam już dostęp do systemu GPS, logiczną rzeczą staje się szukanie zastosowań dla nowej zabawki. Jednym z nich okazał się geocaching czyli szukanie skarbów. W Polsce jest ich już dość dużo, głównie w okolicy dużych miast i zalesionych terenów, jak Bieszczady. Główną bazą polskich geocacherów jest strona OpenCaching.pl. Z mapki dostępnej na stronie wynika, że mieszkając w Poznaniu nie miałbym wielkiego pożytku z GPSu - w tym momencie w okolicy jest tylko 20 skrzynek (może po tym poście ich ilość się zwiększy?), więc szybko bym wszystko znalazł - pozostawałoby tylko zakładanie nowych. Za to w Trójmieście i okolicy Zatoki Gdańskiej mam ich do znalezienia prawie 200! Przy okazji geocachingiem zaraziłem moich znajomych gdańszczan z poolcampowej ekipy, na naszej stronie możecie poczytać o pierwszej wyprawie do jednego z gdyńskich bunkrów - jak na pierwszy raz, chłopakom poszło wyśmienicie.

Kiedy zacząłem chodzić po mieście w poszukiwaniu skrzynek, robiłem w ciekawych miejscach zdjęcia komórką i wysyłałem na Blipa - ale szybko zapragnąłem czegoś więcej. Szkopuł w tym, że zwykle geocache chowa sie w miejscu wartym odwiedzenia - ładne widoki ze szczytu jakiejś góry lub interesująca architektura okolicznych budowli, co zachęca do porządnego fotografowania. W ten sposób stałem się posiadaczem aparatu fotograficznego poleconego mi przez Tomasza Topę. Nie jest to sprzęt profesjonalny, jakiego używa Kali187, ale na moje amatorskie potrzeby zupełnie wystarcza. Pozostaje mi tylko nauczyć się z niego porządnie korzystać - zdjęcia plenerowe całkiem nieźle mi wychodzą, ale o zdjęciach we wnętrzach szkoda gadać. Mam nadzieję że z czasem moje umiejętności wzrosną.

harnir foci

Dla zainteresowanych, powyższa sytuacja z perspektywy mojego aparatu.

Skoro mam już aparat i strzelam w ciekawych miejscach fotki, trzeba było umieścić gdzieś swoją galerię. Padło na Flickr, głównie ze względu na nieograniczone miejsce oraz wielkość zdjęć, które mogę tam wrzucić. Na razie nie używam specjalnych narzędzi do zarządzania kontem, w zupełności wystarcza mi interfejs webowy. W swojej galerii mam już kilka setów, m. in. z wycieczki do fortu Grodzisko w Gdańsku oraz z meczu Polska-Niemcy na tegorocznych mistrzostwach. Samo fotografowanie zaczyna mnie coraz bardziej wciągać. Może warto poszukać jakiegoś kursu dla poprawy swoich umiejętności?

Mam też pierwsze efekty chodzenia z aparatem - niedawno wybrałem się na wieżę Ratusza Głównego Miasta Gdańska aby zdobyć znajdującą się na jej szczycie wirtualną skrzynkę i przy okazji porobić trochę zdjęć okolicy. Wykorzystałem je potem aby na stronie OpenPhotoVR wykonać trójwymiarową galerię okolic Gdańska, nota bene pierwszą taką umieszczoną w Polsce. Po galerii można się poruszać klikając myszką w miniaturki zdjęć na dole, lub w ich obrysy w głównym oknie. Kółko myszy pozwoli zoomować zdjęcie, lewy przycisk zaś posłuży do jego przesuwania. Możecie obejrzeć wieżę z zewnątrz z dwóch stron, wejście na jej szczyt jest dostępne przez drzwi główne u jej podstawy. W galerii jest też dostępnych kilka zoomów (zegar na wieży, kilka obiektów na horyzoncie). Miłego zwiedzania!. :-)

Przedawkowanie Web 2.0

Najpierw pojawiły się aplikacje “Web2.0″, w rodzaju Flickr, Twittera i inne tego rodzaju - z profilami użytkowników, contentem, RSSami i wymianą informacji. I to było dobre.

Aby ułatwić sobie czytanie informacji z tych wszystkich nowych rodzajów stron, wymyślono wspomniany RSS oraz jego czytniki. W czytnikach można było dodawać kanały publikowane przez te wszystkie nowe strony i czytać, co tam znajomi nowego wymyślili i jakie zdjęcia opublikowali. I to też było dobre, ponieważ można było w wygodny sposób wybrać, jaki rodzaj informacji o danej osobie nas interesuje - nie ma problemu z czytaniem nowości tylko z jednego serwisu, czy też przeglądaniem tylko jego zdjęć.

Teraz pojawiła się nowa kategoria aplikacji - lifestreamery, w rodzaju FriendFeed, SocialThing! czy rodzimego Flakera. I one też mają jakąś rację istnienia - pozwalają już samym autorom contentu agregować swoje poszczególne profile do jednego kanału informacyjnego i wystawiać go na pastwę czytników RSS. I to też jest dobre…

Ale tego sensu istnienia serwisów lifestreamingowych nie mogę tak do końca pojąć. OK, może są osoby, które mają swoich wielkich fanów, który chcą wiedzieć o każdym kichnięciu swojego guru. Ale reszta? Mam konto na FriendFeed oraz na Flakerze, podpiąłem do nich kilka serwisów na których publikuję swoje rzeczy, mam też na tych kontach kilka śledzonych osób, kilka z nich śledzi również mnie…

Ale. Nie śledzę tych osób przez RSSy z FriendFeed ani z Flakera. Czytam ich Blipy, czasem też Tweety, linki na del.icio.us… I to właściwie tyle. Jakoś nie czuję potrzeby śledzenia każdego szczegółu życia danej osoby - po prostu brak mi na to czasu. Gdybym przeglądał na okrągło wszystko to, co publikują osoby które śledzę, nie miałbym czasu na nic innego, nawet na czytanie serwisów informacyjnych.

Ale może to kwestia podejścia do tego, co się robi w sieci? Czy jest się “czytaczem”, zbierającym RSSy z innych serwisów i śledzącym działania kilkudziesięciu osób naraz - czy też jedną z tych osób, która nie śledzi innych na okrągło tylko sama coś stara się z siebie wykrzesać. Ciekawe jak układają się proporcje takich osób, zapewne 95% jest śledzącymi a tylko 5% śledzonymi, za to ta mała garstka tworzy najwięcej contentu w Internecie.