Tag Archive for 'internet'

Dostaniemy nowe .TLD

ICANN dzisiaj zatwierdziła możliwość prawie dowolnej rejestracji domen głównych, czyli .TLD. Możliwość rejestracji nowych domen zostanie udostępniona w drugim kwartale 2009 roku. Co to oznacza dla nas, szarych użytkowników Sieci?

  • domeny narodowe - wreszcie zamiast ‘.pl’ będzie można zarejestrować ‘.poland’, ‘.polska’, ‘.bolanda’ ‘.pōrando’ czy też nawet ‘.波兰’, jak kto woli. Jak najbardziej będą możliwe domeny w językach narodowych, jak zaprezentowany tu chiński-mandaryński (tak sądzę ;)
  • będzie można rejestrować domeny związane z konkretnym miejscem, serwisem, ideą - cokolwiek komuś wpadnie do głowy. Już są plany na domeny miast (’.paris’, ‘.nyc’, ‘.london’), domeny firm oraz serwisów internetowych (’.pepsi’, ‘.ebay’), będzie można rejestrować też zwykłe słowa, jak ‘.fart‘. Spełni się też mokry sen wszystkich facetów, czyli ‘.xxx’
  • cybersquatting stanie się nieopłacalny - po co siedzieć na jakiejś subdomenie w domenie ‘.com’ i czekać na nabywcę, kiedy wszyscy nas po prostu wykiwają i zrobią własną domenę .TLD?
  • mnóstwo programistów od początku 2009 roku będzie siedzieć nad kodem swoich aplikacji i poprawiać obsługę domen internetowych. To będzie bolało
  • administratorzy serwerów pocztowych, usenetu, blogów, list mailingowych i wszelkich innych mechanizmów w których są stosowane domeny internetowe dostaną nerwicy. Będą nas zalewać kolejne fale spamu z niekończącej się listy domen globalnych typu ‘.aaaaa*’. Prawdopodobnie przewróci to świat antyspamowy (i antyphishingowy, itp., itd.) do góry nogami - zamiast wyszukiwać domen do zablokowania, będziemy blokować wszystko jak leci i odblokowywać tylko “zaufane” domeny (oczywiście nadal pozostaną możliwości podszywania się pod nie, ale będą uznane za zło konieczne i eliminowane innymi metodami niż blokada domen) - tak będzie taniej i prościej
  • w 2011 okaże się, że nie rozwiązało to problemu kończącej się puli adresów IPv4 i (jeśli nie stanie się cud i świat nie zacznie masowo przechodzić na IPv6) wszystkie nowe domeny muszą się pomieścić na bardzo organiczonej puli adresowej, co oznacza masowy cohosting serwisów i stron internetowych. Bonanza (lub koszmar, zależy kto liczy kasę) dla firm hostingowych i centrów danych
  • dużo łatwiejsze będzie tworzenie “fajnych” adresów w rodzaju del.icio.us. Ludzie znający dobrze gramatykę różnych języków będą mieli co robić, dlatego już teraz warto zwracać na to uwagę na polskim
  • za 5-10 lat nie będziemy mogli wyobrazić sobie Internetu bez ogólnodostępnych domen globalnych

To tak na początek. Domeny globalne będą dosyć drogie i ich rejestracja będzie poprzedzona zapewne długą drogą przez biur^Wmękę, dlatego nie musicie się spodziewać masowego wysypu nowych adresów, przynajmniej na początku. Instytucje i korporacje dysponujące dość dużymi pieniędzmi będą miały łatwiej. Już teraz proponuję zasugerować polskim władzom wykup kilku popularnych rodzajów odmian nazwy naszego kraju, bo może ich uprzedzić jakaś korporacja i wsadzić na poddomeny nieciekawe dla nas treści.

Zatem - miłego wymyślania domen. :-) Tomasz Topa już się rzucił do rejestracji ‘.sex’. A Ty? Jaka będzie Twoja domena?

Przedawkowanie Web 2.0

Najpierw pojawiły się aplikacje “Web2.0″, w rodzaju Flickr, Twittera i inne tego rodzaju - z profilami użytkowników, contentem, RSSami i wymianą informacji. I to było dobre.

Aby ułatwić sobie czytanie informacji z tych wszystkich nowych rodzajów stron, wymyślono wspomniany RSS oraz jego czytniki. W czytnikach można było dodawać kanały publikowane przez te wszystkie nowe strony i czytać, co tam znajomi nowego wymyślili i jakie zdjęcia opublikowali. I to też było dobre, ponieważ można było w wygodny sposób wybrać, jaki rodzaj informacji o danej osobie nas interesuje - nie ma problemu z czytaniem nowości tylko z jednego serwisu, czy też przeglądaniem tylko jego zdjęć.

Teraz pojawiła się nowa kategoria aplikacji - lifestreamery, w rodzaju FriendFeed, SocialThing! czy rodzimego Flakera. I one też mają jakąś rację istnienia - pozwalają już samym autorom contentu agregować swoje poszczególne profile do jednego kanału informacyjnego i wystawiać go na pastwę czytników RSS. I to też jest dobre…

Ale tego sensu istnienia serwisów lifestreamingowych nie mogę tak do końca pojąć. OK, może są osoby, które mają swoich wielkich fanów, który chcą wiedzieć o każdym kichnięciu swojego guru. Ale reszta? Mam konto na FriendFeed oraz na Flakerze, podpiąłem do nich kilka serwisów na których publikuję swoje rzeczy, mam też na tych kontach kilka śledzonych osób, kilka z nich śledzi również mnie…

Ale. Nie śledzę tych osób przez RSSy z FriendFeed ani z Flakera. Czytam ich Blipy, czasem też Tweety, linki na del.icio.us… I to właściwie tyle. Jakoś nie czuję potrzeby śledzenia każdego szczegółu życia danej osoby - po prostu brak mi na to czasu. Gdybym przeglądał na okrągło wszystko to, co publikują osoby które śledzę, nie miałbym czasu na nic innego, nawet na czytanie serwisów informacyjnych.

Ale może to kwestia podejścia do tego, co się robi w sieci? Czy jest się “czytaczem”, zbierającym RSSy z innych serwisów i śledzącym działania kilkudziesięciu osób naraz - czy też jedną z tych osób, która nie śledzi innych na okrągło tylko sama coś stara się z siebie wykrzesać. Ciekawe jak układają się proporcje takich osób, zapewne 95% jest śledzącymi a tylko 5% śledzonymi, za to ta mała garstka tworzy najwięcej contentu w Internecie.